Rozmawiam

Ewolucjonistka i Zosia, co… /rozmowy przy kawie 2

„O Zosi, co…”, zmianach i coachingu rozmawiam z Sylwią Bogucką, Ewolucjonistką.

 

Marta: O Zosi, co… czyli kilka słów o życiu, kobietach, poznawaniu siebie i coachingu.  O czym jest ta książka? Co wyjątkowego zrobiła Zośka, że stała się bohaterką książki?

Sylwia: Czy Zośka coś fajnego zrobiła? Zośka żyje, Zośka jest kobietą, Zośka ma przygody. Myślę, że ma takie przygody jak większość lasek 35+ . Jest korpoludkiem i zmaga się z utratą tożsamości, z wypaleniem zawodowym, ze straconymi marzeniami – czyli klasyka gatunku, której pełno jest na ulicach. No i jak sobie z tym poradzić? Przecież nie wszyscy będą rzucać korpo, odnajdywać aśramy i zamykać się w nich na dwa lata. Czasem warto zatrzymać się i zobaczyć  co mam, czego potrzebuje. I po to jest właśnie Zośka. Zośka ma przygody, a coachownica otwiera jej oczy.

M: No właśnie – czy to jest książka o coachingu, czy o coachingowaniu osób?

S: Raczej coachowaniu. To są narzędzia coachingowe. Wiadomo, że trudno jest coaching przeprowadzić samemu na sobie, bo jednak tu relacja jest potrzebna, ale te narzędzia można stosować w każdym momencie, zarówno czy się jest w procesie coachingowym czy nie. I w naszej książce jest taki zestaw ćwiczeń, który można przerobić i na nowo określić siebie, albo wzmocnić, albo coś odkryć, poczuć się dobrze. Bo generalnie to wszystko jest nastawione na to, żeby kobiecie ze sobą było dobrze.

M: Ok, a czy jak ja wezmę tę książkę do ręki, to będę na instagramie miała ochotę wstawiać hasztagi ‘zdelegalizować coaching’ 🙂 Czy raczej nienachalnie on jest tutaj wyeksponowany? Bo wiesz o co mi chodzi, są czasem takie książki czy takie profile, szczególnie na instagramie ostatnio bardzo popularne, gdzie każde okienko jest wypełnione mądrościami coachingowymi w stylu „możesz wszystko”. I przez to mam wrażenie, że wiele osób zaczyna się troszkę podśmiewać  i odsuwać od takiej formy coachingu.

S: Starałyśmy się, żeby tak to nie wyglądało. Ja do tego podeszłam inaczej i pisząc okiem coachownicy  starałam się, żeby w tym nie było nadęcia, żeby nie było przekazu, że ja jestem wszechwiedząca, bo nie jestem.

M: I możesz wszystko.

S: I nie wiem czy mogę wszystko. Czasem mogę, czasem nie mogę. Natomiast chodziło mi o to, żeby pokazać różne perspektywy, dlatego też posiłkowałam się tutaj doświadczeniami moich klientek, które sobie poradziły w trudnych sytuacjach. Oczywiście nie cytowałam ich dosłownie, natomiast bazując na ich doświadczeniach, ale i swoich także, bo przecież sama byłam korpoludkiem i też przechodziłam poprzez podobne meandry co Zośka, dobierałam takie narzędzia, które były po prostu przyjemne do zrobienia. I mocną stroną tej książki jest to, że ty nie musisz tego coachingu czytać, możesz skupić się tylko i wyłącznie na opowiadaniach i w ogóle nie zagłębiać się w rozwój jak nie masz na to ochoty. Tylko po prostu dobrze się bawić z Zośką, bo Zośka ma świetne przygody i są one dosyć sprytnie i zabawnie opisane przez Julkę (współautorka Zośki – przyp. red.) Wybór należy do czytelniczki, jak ma ochotę czytać. Dziewczyny do mnie piszą, że dawkują sobie rozdział po rozdziale, bo to jak widzisz nie jest gruba książka i ona z założenia taka też miała być. Ona ma zmieścić się do damskiej torebki, ma być lekka. Rozwój w naszym wydaniu ma być z sensem i frajdą. Chodzi tylko o to, żeby każdy dla siebie wziął tyle ile potrzebuje i trochę złapał takiego dystansu do rzeczywistości. Bo my ciągle jesteśmy w jakiejś gonitwie, ciągle ‘coś’ a mało ze sobą. I moim zdaniem ta książka to jest takie zatrzymanie. Już nawet przeczytanie samych esejów, które napisała Julka wystarczy, żeby się zatrzymać i po prostu troszkę obśmiać, że ja mam tak samo, że to jest nawet zabawne, a może bym chciała coś zmienić.

M: No właśnie, trochę już odpowiedziałaś na moje kolejne pytanie: dlaczego to nie jest taka typowa, mądra, gruba książka z poważnymi rysunkami. Dla mnie ta forma jest świetna, uważam ze potrzebne są nam takie książki. Ale jestem ciekawa czy nie wolałaś być poważną autorką poważnej książki coachingowej?  

S: Ja jestem niepoważna. Jestem w takim wieku, ze już mogę być niepoważna legalnie 🙂

M: No tak, coś w tym jest. Ja też to z wiekiem czuję 🙂

S: Wiesz co, ja nie lubię książek poważnych, ciężkich. Mam parę takich przeczytanych, ale one są takie, że nie możesz się z nimi zaprzyjaźnić za bardzo. I tak np. jest taka książka „Psychowzroczność” Daniel Siegel.  Ona jest akurat fajna, bo jest lekko napisana, lekko o mózgu. To jest taka książka, którą fajnie się czyta, jest o przyjaźni ze swoim mózgiem. I ja też nie chciałam, żeby w naszej książce były iluminacje co pięć minut, że będzie ciężko, bo mi chodzi o lekkość w życiu. Mam wrażenie, że my – kobiety, mamy za mało tej lekkości, że my sobie same dowalamy.  Bo mężczyźni z tą lekkością radzą sobie nieco łatwiej, chociaż oczywiście nie wszyscy i byłabym niesprawiedliwa, gdybym powiedziała, że im jest tak super, ale mają łatwiejsze wychodzenie z tego trybu, że „nie ma tragedii”. A kobiety jednak często tragizują, czasami  z błahych powodów i moim zdaniem pisanie lekko o trudnych sprawach przestawia na inne tory. Bo być może ktoś sobie pomyśli :„Może można inaczej?” I to już jest pierwszy moment tej świadomości: „A może coś jednak zmienię?” No i przyjdzie czas, że coś człowiek zmieni. Jak ja po roku transformowałam siebie z „Kobiecej Liderki” na Sylwię Bogucką, Ewolucjonistkę.

M: Ja po prawie trzech latach bloga.

S: No właśnie.

M: Muszę Ci powiedzieć, że okazało się,  że zmieniłam nazwę bloga oraz kierunek, w jakim chcę, żeby on się rozwijał i po tygodniu dostałam mnóstwo ciepłych wiadomości. I to, co miało być końcem mojego życia internetowego, okazało się świetnym posunięciem. Poczułam nową energię, ludzie przychodzą, komentują –  bo mam wrażenie, że widzą, że to jest szczere, że to jest w zgodzie ze mną.

S: Że jest autentyczne.

M: Właśnie tak. Ale powiedz mi, czy ta książka pomoże mi jakoś fajnie połączyć sobie to, co czuję prywatnie z tym, co chcę robić zawodowo?

S:  Ja myślę, żeby tak zbyt ambitnie do niej nie podchodzić, bo ona nie ma być ambitna. Od razu mówię 🙂 Żebyś nie oczekiwała, że przeczytasz Zośkę i nagle zmienisz myślenie i odmienisz diametralnie swoje życie.  Ale możesz się stać swoją najlepsza przyjaciółką, potraktować siebie z dystansem. Uważam, że to jest dużo większy prezent, niż gdybyś miała teraz zrewolucjonizować swoje życie i wstąpić na szczyty swoich możliwości. Bo ty i tak to zrobisz. I myślę, że każda ambitna kobieta, która swoje cele dobrze ustawi –  to ona pójdzie. Tylko pytanie, czy pójdzie kochając siebie czy pójdzie katując siebie. I ja bym wolała oczywiście, żeby szła z pieśnią na ustach w kochając siebie, ale czy to zrobi to już nie zależy ode mnie. Bo wiesz, czasem potrzebujemy się pobiczować, przynajmniej niektórzy z nas. Więc myślę, że ta książka pozwala lubić siebie, złapać dystans i puścić oko do życia. I też docenić to, co się ma – bo my mamy często bardzo dużo, ale nie widzimy tego. Bo chcemy więcej i więcej, a to więcej wcale nie jest nam potrzebne. Czasami warto się zatrzymać i powiedzieć: „Mam wszystko. Mam w sobie wszystko, czego potrzebuje do szczęśliwego życia. Tylko żyć”.

M: I o takich poważnych rzeczach opowiada mi kobieta która przede mną siedzi – wyluzowana, wesoła, z książką o Zosi. A właściwie dlaczego o Zosi?

S: Dlaczego o Zosi? To dobre pytanie jest. Myślę, że dlatego, że gdy Julka pisała eseje, to zawsze miała w głowie Zośkę, jako bohaterkę. Jak pisała opowiadania, a pisze je już od wielu lat, to zawsze jej bohaterką była Zośka. I chyba dlatego o Zosi. Te jej eseje w książce są podstawą do bazy rozwojowej. A ja nie ingerowałam w jej bohaterkę, bo lubię imię Zosia. Co prawda, teraz jak mówimy o książce, to mówimy Zośka, być może druga część będzie nazywać się „Zośka… „

M.   Druga część? Planujecie, jesteście w trakcie?

S: Być może będzie druga część, zobaczymy. Na razie wydałyśmy książkę „o Zosi, co…” i już widzę, jak ta książka działa! Jakimi fajnymi rzeczami dzielą się dziewczyny po przeczytaniu jej. To mi tak serce otwiera, bo piszą do mnie osoby, które są mocno korpo, czują swoją moc i świadomie wybrały pracę w korporacji, a pomimo to piszą, że znalazły dla siebie wiele fajnych elementów w naszej książce. Więc to jest genialne, takie zatrzymanie. Bardzo mi się podobało, jak Dellfina Dellert powiedziała o naszej książce, że  jest lekka i  pożywna jak jarmuż. To zdanie chyba w ogóle zostanie naszym sloganem, bo łatwo nim przekazać o co chodzi.

M:   No tak, jak patrzę na tę książkę to porównanie jest świetne. Sylwio, chciałbym ci zadać jeszcze takie ostatnie pytanie. Bo to nie jest tak, że ty sobie postanowiłaś, że napiszesz książkę coachingową,  tylko ty jesteś coachem, prawda?

S: Tak, już od 8 lat.

M:   Od 8 lat?!

S: Tak, tak. W 2009 byłam na wspaniałym kursie i miło wspominam go do tej pory. To było ICC. I to nie był tylko kurs, ale też mocna podróż w głąb siebie, i mocna transformacja. Ja nie chciałam być coachem, poszłam tam jako menadżerka, która miała zyskać narzędzia do motywowania zespołu, do motywowania siebie, do wzmacniania, do rozwijania itd. Miałam taki moment wypalenia zawodowego, byłam na zakręcie. Za mocno dałam siebie, nie zadbałam o swoje bhp. Na tym kursie rzeczywiście dużo rzeczy się zmieniło, a ja zaczęłam się zakochiwać w coachingu, w jego mocy. Uważam, że sam proces ma totalne przełożenie na życie danej osoby, oczywiście kiedy pracujesz z człowiekiem świadomym, który chce zmiany. Po tym kursie zaczęłam mieć od razu klientów, jeszcze w ramach organizacji. Aż przyszedł rok 2010, zawirowania w pracy, nowy prezes, podziękowali mi, więc trochę życie zmusiło mnie, żebym stanęła przed wyborem: czy szukam pracy w korpo czy robię wszystko po swojemu. Postanowiłam, że idę na swoje. Cały czas byłam w coachingu i dostrzegłam, że dwa takie nurty, które mnie szczególnie interesowały, to były zespoły i kobiety. W pewnym momencie poczułam, że to są dwie moje miłości, w takim sensie, że mam kompetencje, potrafię, mam lekkość pracowania z grupą, ale jak pracuje tylko z zespołami to tęsknie za kobietami, a jak pracuje tylko z kobietami, to brakuje mi energii zespołu, gdzie są także mężczyźni, jest ta aktywność. I teraz mieszam, nie deklaruje się w jednym nurcie,  chociaż jest to niezgodne ze wszelkimi prawidłami marketingowymi. Ale chrzanić to 🙂

M:  Pod prąd.

S: Pod prąd.

M:   Pożywnie i lekko. W zgodzie z tym, co w głębi nas. Tak, jak uczy tego wasza książka. Dziękuję ci bardzo za tę rozmowę.

S: Dziękuję.

 

Sylwia Bogucka
Myśli o sobie – Ewolucjonistka, pracuje jako Coach (ICF PCC), i jest absolwentką seksuologii, e-biznesu, zarządzania i marketingu oraz pielęgniarstwa.
Specjalistka od coachingu relacji i zespołów. Autorka wielu programów rozwojowych dla Kobiet. Zafascynowana neurobiologią, pracą z ciałem, myśleniem wizualnym. Prowadzi grupę – Kobiece Korzenie Mocy gdzie edukuje o świadomym byciu w cyklu.
Miłośniczka etnicznej kultury słowiańskiej i hawajskiej, malowania (vedicart, mandale), tańca (hula, 5 rytmów i freedance) i wiedzy o ludzkim ciele.
Po prostu zawodowo budzi MOC w kobietach i zespołach, aby miały więcej poczucia sensu i frajdy na co dzień.
Współautorka książki „O Zosi, co…”
www.sylwiabogucka.pl

 

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

Adopcyjna Mama

Dodano Grudzień 22, 2017

espresso z Pauliną Malec z Szumiś Cafe

Dodano Grudzień 28, 2017

Super Niania! / rozmowy przy kawie 3

Dodano Listopad 26, 2017

Poprzedni WpisMaksymilian - Gdy odchodzi dziecko
Następny WpisSuper Niania! / rozmowy przy kawie 3