Macierzyństwo

Karol 27tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE

Fragmenty książki „Za wcześnie. Rozmowy z rodzicami wcześniaków urodzonych w 23-29 tygodniu ciąży”

autor: Marta Spyrczak Warszawa 2018

foto na okładce: Mikołaj Sokołowski

••

KAROL, 27tc

Marzeno, napisałaś, że Twój syn Karol jest zdrowym, silnym łobuzem 🙂 A przecież Wasze początki były trudne, synek ważył niecały kilogram.

Marzena: Tak, dokładnie 990 gramów. Urodził się w 27 tygodniu ciąży… „Malutki, ale żywotny” — to słowa neonatologa, który zajął się nim zaraz po porodzie. Te słowa wtedy i później w ciężkich chwilach dodawały mi otuchy.

Jakiś czas później przyszła do mnie dyżurująca neonatolog, powiadomić mnie o stanie dziecka. Nic z tej rozmowy nie pamiętam… Byłam w jakimś dziwnym stanie półświadomości, nie do końca pewna, czy to wszystko dzieje się naprawdę.

Dla mnie cud miał miejsce jakby od samego początku. Kiedy trafiłam na patologię ciąży z krwotokiem, a potem, gdy odeszły mi wody, walczyliśmy o każdy dzień. To był 23 tydzień ciąży. Pamiętam, kiedy na któryś weekendowy dyżur przyszła lekarka, której wcześniej nie widziałam, zapoznając się na obchodzie z moim „przypadkiem”, powiedziała, że parametry dające szansę to 28 tydzień i 1000 gramów. Karol urodził się w tygodniu 27+5 z wagą 990 gramów. To, że dotrwaliśmy, to był pierwszy cud. Drugi nastąpił dwie godziny po porodzie, kiedy okazało się, że Karol oddycha samodzielnie, że nie potrzebuje już respiratora. Pierwsza, najważniejsza walka, walka o oddech została błyskawicznie wygrana.

Szczęśliwie ominęły nas wszelkie komplikacje wcześniactwa. Nie był potrzebny żaden zabieg, żadna operacja. Karol miał jedynie przetaczaną trzykrotnie krew. „Był grzeczny, nie sprawiał kłopotów” — mówili często lekarze, pytani przez nas o to, co się działo przez te godziny miedzy jednymi odwiedzinami a drugimi. Synek do tego stopnia nie wymagał żadnych „zabiegów” ze strony lekarzy, że gdy po roku od wyjścia ze szpitala, odwiedziliśmy oddział z okazji corocznego Dnia Wcześniaka — prawie nikt nas nie pamiętał… Trudne, ciężkie „przypadki” zostają w pamięci. Karol przeszedł przez OIOM, a potem przez Oddział Patologii Noworodka po cichutku, nie absorbując zbytnio lekarzy. Krótko żywiony pozajelitowo, prawie od razu na własnym oddechu, z dnia na dzień przybierał na wadze. Jego stan był na tyle dobry, że już po tygodniu od porodu został pierwszy raz wyjęty z inkubatora i położony mi na piersi…

Tak — patrząc na to, co się działo dookoła, na przypadki ciężkiej sepsy, na reanimacje, na kłopoty z jelitami, z retinopatią, kłopoty kardiologiczne, neurologiczne i wiele, wiele innych — mieliśmy dużo szczęścia…

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

Maksymilian – Gdy odchodzi dziecko

Dodano Październik 14, 2017

Poprzedni WpisKawa na koniec roku
Następny WpisWspomnienie profesora Dębskiego