Macierzyństwo

Marysia 28tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE

Fragmenty książki „Za wcześnie. Rozmowy z rodzicami wcześniaków urodzonych w 23-29 tygodniu ciąży”

autor: Marta Spyrczak
Warszawa 2018

foto na okładce: Mikołaj Sokołowski

••

MARYSIA, 28tc

Hanna: Marysia urodziła się w 28 tygodniu ciąży z wagą 1100 gramów.

pewnego ranka obudziłam się, zaspana obróciłam się z boku na bok na szpitalnym łóżku i poczułam jak płynie krew. Dużo krwi. To był pierwszy krwotok. 26 tydzień ciąży. Trafiłam prosto na porodówkę. Jednak krwawienie ustało. Wróciłam na oddział z całkowitym zakazem wstawania z łóżka, nawet do toalety. Rozpoczął się mój największy koszmar. Następnego dnia rano znów pojawiła się krew. Przyszedł do mnie ordynator i oznajmił, że musi mnie przekazać do innego szpitala, gdzie mają oddział do ratowania wcześniaków. Karetka miała po mnie przyjechać za dwie godziny. W klinice w Katowicach zawieziono mnie wprost na porodówkę. Byłam przerażona, nie wiedziałam, gdzie jestem. Mnóstwo ludzi wokół, każdy o coś pyta, dają mi do podpisania kolejne dokumenty. Lekarz nadzorujący oddział ostrzegł mnie, że w razie kolejnego krwotoku nie będą czekać i zabiorą mnie na cesarskie cięcie, gdyż taki stan zagraża mojemu życiu i nie będą mojego życia ryzykować. Dziecko jest bardzo małe, ale ma szansę przeżyć. W razie krwotoku muszą zrobić cięcie, bo inaczej umrzemy obie (i Marysia, i ja). Dodał, że czeka dla mnie krew do transfuzji i sytuacja jest poważna. Pytał, czy to rozumiem. Powiedziałam, że tak. Dwie kolejne noce spędziłam na łóżku porodowym. Wokół mnie rodziły inne kobiety. Wszystko słyszałam. Rodziły w terminie, rodziły zdrowe dzieci. Ja byłam na przełomie 26 i 27 tc.

W środę przeniesiono mnie na salę przedporodową (nadal na bloku porodowym). Sala ta znajdowała się tuż obok wejścia na blok operacyjny, żeby w razie czego mogli natychmiast wykonać cesarskie cięcie.

W piątek wieczorem, znowu znienacka przyszedł kolejny krwotok, większy niż poprzedni. Lekarze dyżurni podali kroplówki, zrobili USG. Dziecko się ruszało, przepływy były dobre. Postanowili czekać. Krwawienie ustało. Wysłałam SMS-a do męża, że miałam kolejny krwotok. Była noc. Następnego dnia rano mąż nie odbierał telefonu. Nie miałam od niego żadnych wieści, aż do popołudnia. Potem zadzwoniła do mnie moja mama i poinformowała mnie, że Paweł (mój mąż) jest w szpitalu, bo miał udar. Tak bardzo bał się o nasze życie, że jego układ nerwowy tego nie wytrzymał… Sytuacja była nieprawdopodobnie ciężka. Oboje w szpitalach w różnych miastach. Nasz synek został bez rodziców, babcie opiekowały się nim na zmianę.

Następne kilka dni było chyba najgorszymi w moim życiu. Wiedziałam, że zostanę w szpitalu już do rozwiązania i do tego czasu nie zobaczę syna. Mogłam urodzić w każdej chwili, ale mogłam też leżeć tam przez kolejne dwa miesiące bez możliwości wstania z łóżka. Byłam wycieńczona fizycznie i psychicznie. Kilka dni później, wczesnym rankiem, obudził mnie kolejny krwotok. Zadzwoniłam dzwonkiem po położną. Okazało się, że odeszły mi również wody. Kilka minut później na KTG zaczęło spadać Marysi tętno. Zaczęła się bieganina. Natychmiast zabrali mnie na blok operacyjny. Położna pytała, czy ochrzcić dziecko i jakim imieniem. „Maria Elżbieta” — powiedziałam.

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

Poprzedni WpisMiszelinek i Laluś 29tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE
Następny WpisMiłosz i Tobiasz 29tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE