Macierzyństwo, Piszę

Melancholia

Melancholia
Macierzyństwo idealne.
Przygotowywałaś się do tego dnia równe 9 miesięcy. Rano poczułaś delikatne skurcze, zdążyłaś wziąć prysznic i umyć włosy. Mąż zawiózł Cię na porodówkę, gdzie w ciągu trzech godzin urodziłaś ślicznego, różowiutkiego 3,5 kilogramowego bobasa. Trzeciego dnia po porodzie wróciliście do waszego wspólnego domu. Kochający mąż dzielnie pomaga Ci w opiece nad dzieckiem. Przepełnia Cię miłość i duma z bycia matką.
……….
……….
……….

Obraz idealny, prawda?
A co jeżeli zaczęłaś nagle rodzić na początku 7 m-ca ciąży?
Co jeżeli ciąża przebiegała idealnie, lecz podczas porodu ‚coś’ poszło nie tak i twoje dziecko w wyniku niedotlenienia doznało uszkodzenia mózgu?
Co jeżeli jesteś nastolatką i ciąża była dla ciebie absolutnym szokiem?
W końcu, co jeżeli planowałaś mieć dużą rodzinę, lecz on okazał się świnią i zamienił ciebie na młodszy model a ty zostałaś sama z dzieckiem?
Depresja poporodowa nie jest wymysłem kobiet siedzących w domu, które wymyślają sobie z nudów problemy lub są na tyle leniwe, że pewnego dnia postanawiają nie wychodzić z łóżka całymi dniami.
To choroba, która potrafi doprowadzić do tragedii…

Wyobraź to sobie…
Wyobraź sobie, że urodziłaś to dziecko dużo za wcześnie. Przez szybę inkubatora patrzysz na kogoś, kto mieści się niekiedy na dłoni. Nie, nie jest to miniaturka donoszonego noworodka. Jego skóra jest przeźroczysta, widać przepływającą krew, nie ma uszu a jedynie zwisające płatki skóry, ba! czasem nie ma nawet pośladków, jego oczy są jeszcze zrośnięte. Ledwo widać go zza kabelków, strzykawek, bandaży i wielu urządzeń. Nie jest to twój wymarzony różowiutki bobas.
Pryska pierwsza bańka.

Czekasz na wieści o jego stanie zdrowia. Widzisz jak jego buzia zaczyna puchnąć do makabrycznych rozmiarów od bardzo długiej mechanicznej wentylacji respiratorem. Od podawanych leków z mikroskopijnych usteczek wydobywa się gęsta piana.
Bach! Pęka bańka druga.

Jest lepiej – jest gorzej.
Jest źle – jest dobrze.
Jest stan stabilny – jest stan krytyczny.
Sinusoida emocji. Nadzieja miesza się z przerażeniem. Jeżeli masz dużo szczęścia koczujesz pod inkubatorem przez cały dzień, z przerwami na co 3 godzinne ściąganie mleka. Jeżeli masz pecha, możesz przyjechać do szpitala na 2-3 godziny dziennie. Jesteś zmęczona, przerażona, rozgoryczona i bezsilna.
Bańka trzecia pękła.

Stan dziecka się poprawia. Przychodzi ten moment, kiedy możesz zabrać je do domu. Szczęście. I przerażenie. Bez aparatury monitorującej każdy oddech, bez pielęgniarek, które w razie kryzysu będą wiedziały jak zareagować? Matko, jak dasz radę?! A w domu wszystko przygotowane od wielu miesięcy, bo przecież niektóre dzieci spędzają w szpitalu 2, 4, 6 i więcej miesięcy. Tak, zabierasz do domu swoje dziecko, które urodziłaś przecież już tyle czasu temu – przyjeżdżałaś do niego, zmieniałaś mu czasem pieluchy, karmiłaś butelką. Więc dlaczego czujesz się, jakbyś dopiero je poznawała? Wasze dziecko, w waszym domu, a masz wrażenie jakbyś go nie znała…
Bańka czwarta – trach!

Czujesz się już pewniej. Nauczyłaś się kiedy twoje dziecko je, kiedy trzeba je przewinąć. Być może nauczyłaś się także obsługiwać kondensator tlenu lub podawać leki. Dlaczego do cholery to dziecko nie siada, nie patrzy na mnie… Kolejne wizyty u specjalistów, kolejne godziny rehabilitacji, kolejne porcje strachu o jego zdrowie. Nie ma czasu na długą kąpiel, nie ma kasy na nową fryzurę, nie ma siły by wieczorem przytulić się do ukochanego męża.
Pęka kolejna bańka.

Coś pęka w Tobie.
Już nie masz sił udawać, że świetnie sobie dajesz radę. Już nie masz sił wstać z łózka. Już nie masz sił jeść. W końcu nie masz już nawet sił płakać. Chcesz zniknąć. Zostaniesz tu pod kołdrą, na zawsze. W tym barłogu nie zmienianym od dawna. Obojętne. Byle tylko wszyscy dali ci święty spokój… To wersja optymistyczna.
W wersji pesymistycznej bierzesz garść leków i popijasz je wyciągniętą z barku wódką.
Zdarza się czasem także wersja tragicznie pesymistyczna, kiedy eksplodujesz i twoje dziecko ‚wysuwa się z kocyka’ lub ‚wypada przez okno’…

Mów!
Jeżeli czujesz, że bańki po kolei zaczynają pękać, jeżeli czujesz że w Tobie także zaraz coś pęknie – szukaj pomocy jak najszybciej.
Jeżeli masz kogoś bliskiego, kto wyciągnie do ciebie pomocną dłoń – to cudownie.
Jeżeli nie – idź do najbliższej poradni psychologicznej, do ośrodka pomocy społecznej a jeżeli wolisz to do pani w mięsnym lub księdza w kościele jeżeli wiesz, że są tam ludzie otwarci na twoje problemy.
I mów co czujesz, żeby już żadne dziecko nie musiało zginąć przez milczenie Twoje bądź osób, które widzą co się z Tobą dzieje i nie reagują.
Tak, masz prawo czuć się źle z utraconym idealnym porodem i macierzyństwem. Ale masz także prawo do pomocy.
A twoje dziecko ma prawo do życia…

Nie bądź obojętny!
Ostatni akapit kieruję do Ciebie – człowieku który widzisz, że w matce coś pęka…
Wyobraziłeś sobie co ona czuje?
Nie ważne ile masz w sobie empatii – reaguj!
Nie mów ‚to nie moja sprawa’, nie przywołuj do porządku ‚weź się w garść’.
Zadzwoń, idź do psychologa, on powie ci co powinieneś zrobić, jak się zachować.
Nie bądź obojętny!
Być może jakieś dziecko lub matka będą zawdzięczać ci życie…

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

Boję (się)

Dodano Grudzień 15, 2017

Matka Kazika – zmiany!

Dodano Październik 13, 2017

Poprzedni WpisBajka o trzech Misiach. Albo dziennik Misiowych wydarzeń (2017r.)
Następny WpisBoję (się)