Macierzyństwo

Oliwier 29tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE

Fragmenty książki „Za wcześnie. Rozmowy z rodzicami wcześniaków urodzonych w 23-29 tygodniu ciąży”

autor: Marta Spyrczak
Warszawa 2018

foto na okładce: Mikołaj Sokołowski

••

OLIWIER, 29tc

Igo, masz w domu rozbieganego, wesołego wcześniaka. Ale nie zawsze tak było, przeżyliście dużo trudnych momentów.

Iga: Tak, to prawda.

Oliwier jest dzieckiem bardzo wesołym i pogodnym. Jednak zanim do tego doszliśmy, było bardzo trudno, w zasadzie nadal są momenty, w których nie jest łatwo. Kiedy Oli się urodził, dostał 3 punkty w skali Apgar. Usłyszeliśmy od lekarzy, że „nie wiadomo, co z niego będzie”. Wtedy jeszcze nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, z czym może wiązać się jego zbyt szybkie przyjście na świat. W zasadzie to żyliśmy w wielkiej niepewności z dnia na dzień. Co chwilę pojawiały się nowe informacje dotyczące jego zdrowia.

Leżałam na korytarzu, bo nie było wolnej sali. Zdążyłam krzyknąć, że rodzę i to właśnie już. Wtedy wywieziono inną pacjentkę z sali porodowej, która była pierworódką. Założono, że mi pójdzie szybciej niż jej. I w zasadzie tak było. W sali byłam z mężem. Pani doktor zostawiła nas, bo jak powiedziała, musi wyjść się przygotować, bo jest niegotowa. Jeden skurcz na porodówce i krzyczałam do męża, żeby łapał małego, bo się rodzi. Mąż zdążył zawołać lekarza, a zaraz potem złapał synka. Kiedy weszła zszokowana pani doktor, mówiła do mnie, że mam jeszcze nie rodzić, bo ona nie jest gotowa i neonatolodzy nie są gotowi. My też nie byliśmy. Oliwier też nie był gotowy.

A Ty, Igo, radziłaś sobie w tych pierwszych tygodniach ze swoją niegotowością? Z emocjami mamy, która widzi swoje maleństwo, które nie jest gotowe na życie poza jej bezpiecznym brzuchem? Sama wiem, jak trudna jest to sytuacja.

Iga: Myślę, że dla mnie był to duży szok. Szok, jaki odczuwają powracający żołnierze z pola walki. Nie wybrałam się nigdy do specjalisty, ale sama myślę, mając pojęcie o emocjach i uczuciach, że przeżyłam zespół stresu pourazowego.

Miałam przeogromną ochotę się załamać. Wtedy hipotetycznie wszystko byłoby łatwiejsze. Po czym okazało się, że załamał się mój mąż i narodziny Oliwiera przeżył jeszcze bardziej dotkliwie niż ja. Długo nie wiedziałam, dlaczego. Okazało się, że kiedy ja dochodziłam do siebie po znieczuleniu, mąż poszedł na oddział rozmawiać z lekarzem o stanie zdrowia młodego. Usłyszał wtedy, że „nie wiadomo, co z niego będzie i mamy nie myśleć, że z dzieckiem ze szpitala wyjdziemy”. Te słowa wywarły na nim duże piętno. Zaczął się izolować, stronić od wizyt w szpitalu. To była jego taktyka na nieprzywiązywanie się, na wszelki wypadek. Wtedy wiedziałam, że ja muszę dać radę i to paradoksalnie mnie mobilizowało do jeszcze większej walki.

To ważne, co napisałaś — mało mówi się o tym, jak z przedwczesnym porodem dziecka radzą sobie ojcowie… A z drugiej strony, ojcowie niechętnie mówią o emocjach, jakie wtedy im towarzyszyły.

Iga: Myślę, że facetom trudniej mówić o emocjach, zwłaszcza tych negatywnych. Jeśli nie rozmawiają, to tematu nie przepracują i ciąży im on jak kula u nogi. Po latach nie nabierają dystansu. To będzie dla nich już zawsze temat tabu, od którego chcą się odciąć i nigdy do niego nie wracać.

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

Poprzedni WpisNauczyciele miłości
Następny WpisMiszelinek i Laluś 29tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE