lifestyle

Pracuję za kubek kawy, nigdy za darmo!

Od kiedy pamiętam działałam społecznie. W czasie wolnym, niekiedy przesuwając inne projekty. Charytatywnie. Za darmo.
Nigdy nie przyszło mi do głowy, że za swoją pracę – bo nie oszukujmy się, praca społeczna to też praca, niekiedy ciężka – mogłabym pobierać wynagrodzenie.
To, że mogę pomóc innym jest dla mnie wystarczająca zapłatą.

Przez wiele lat byłam absolutnie przekonana, że moje zasady nie pobierania opłaty za działalność społeczną są również zasadami innych. No bo przecież robimy coś dobrego, coś dla kogoś, coś ważnego. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że przy konferencji na której pracuję od rana do wieczora i taszczę na nią swój własny sprzęt jestem jedyną osobą, której nie wzięła zapłaty. Jak bardzo zakuło mnie, gdy okazało się, że kiedy ja przygotowuję się do audycji, zbieram materiały, opracowuje je, dojeżdżam wiele kilometrów do Warszawy własnym samochodem, ktoś inny za to samo wystawia fakturę. Kiedy robię szkolenie i dla wszystkich jest oczywiste, że pracuję za darmo. I w końcu, kiedy dotarło do mnie, że pewna firma nie ujmuje mojego wynagrodzenia w budżecie na event, bo „przecież ja nigdy nie biorę pieniędzy, to dlaczego teraz miałabym coś dostać”.

Powiedzmy sobie to jasno – to moja wina. Posypuje głowę popiołem i przyznaje się o tego, że sama sobie zgotowałam ten los.

Bo przecież to dla innych, bo społecznie, bo nie wypada, bo jestem za głupia/za gruba/za stara/za mało oczytana/ za mało inteligentna, nie wiem wystarczająco dużo, bo się wstydzę powiedzieć ile, bo może powiem za dużo, albo za mało. Mogłabym wam tutaj wyprodukować litanię powodów, dla których praktycznie wszystko robiłam za darmo.

#niepracujezadarmo bo…

Kiedy to się zmieniło?

Wraz z pojawianiem się Kazika i z ogromnymi wydatkami na ratowanie jego życia i zdrowia. W pewnym momencie okazało się, że pieniądze które zarabiałam na etacie nie są może małe, ale w zderzeniu z opłatami, które towarzyszą wychowaniu dziecka z niepełnosprawnością są zdecydowanie niewystarczające.

Drugim impulsem było to, że w pewnym momencie okazało się, że agencja, z którą kiedyś współpracowałam pro bono, zaczęła zwracać się do mnie kolejny raz, proponując mi prace za godziwe wynagrodzenie. Ależ było to dla mnie zdziwienie! Ktoś chce ze mną współpracować ponownie, bo coś robię dobrze, w czymś się sprawdzam?

#niepracujezadarmo bo szanuję czas spędzony ze swoimi dziećmi

Od tamtego momentu minęło już trochę czasu, ja nabrałam pewności siebie, zaczęłam szanować nie tylko swój czas ale i czas, który mogą spędzić ze mną moje dzieci.

Bo trzeba pamiętać, że w mediach społecznościowych czy na eventach widać jedynie efekt finalny. Nie widać tych godzin pracy, które spędzam nad projektem, nie widać tony materiału, który trzeba przeczytać, aby zrobić research. Kiedy czytacie mój artykuł w prasie, nie widzicie godzin spędzonych na wywiadach, na spotkaniach z bohaterami, na dojazdach do Warszawy. Wkładam mnóstwo czasu i wysiłku w to, żeby moje teksty były dla was wartościowe. Ale kiedy pracuję nad artykułem, poświęcam ten czas pracy zamiast spędzać go ze swoimi dziećmi.

#niepracujezadarmo bo poświeciłam wiele lat na naukę zawodu

Jedne studia, drugie studia, trzecie też – to kawał mojego życia. To fajny czas, ale i niezwykle drogi, bo nie miałam możliwości nauki w trybie dziennym. Kończyłam liceum wieczorowe, rano byłam w pracy, a popołudniu biegłam do szkoły. Potem studiowałam i jednocześnie pracowałam i wychowywałam dzieci. Ok, sama tak wybrałam, nie narzekam. Ale co miesiąc muszę płacić za rozwijanie swoich umiejętności i za możliwość rozwoju. Skończyłam mnóstwo kursów i szkoleń, żeby to co robię robić jeszcze lepiej. Mogłabym sobie za te kwotę kupić fajny samochód. Teraz, kiedy zdrowie Kazika jest najważniejsze, nie mogę pozwolić sobie na opłacanie drogich warsztatów. Rachunek jest prosty – jeżeli nie zarabiam na tym co robię, nie mogę się dokształcać.

#niepracujezadarmo bo się wypalam

Jak łatwo przedobrzyć z nadmiarem obowiązków wie każdy, kto w pewnym momencie poczuł, że nie może już patrzeć na swoją pracę. Kiedy kolejny projekt zaczyna cię przerastać, kiedy prokrastynacja rozgościła się na całego, a ty nie widzisz sensu w swojej pracy – być może są to objawy wypalenia zawodowego.

Wiem, że kiedy większość projektów robię za darmo, będę musiała potem pracować dwa razy więcej i dłużej, żeby wyrównać straty i zarobić miesięczną pensje, tak aby straczyło na opłaty za zajęcia i rehabilitację Kazika. Będę musiała wziąć na siebie zdecydowanie więcej obowiązków, niż jest w stanie wytrzymać mój organizmy i zwyczajnie zbrzydnie mi nawet najfajniejszy projekt. Bo zapracowany człowiek to zmęczony człowiek, a zmęczenie i brak czasu na odpoczynek i regeneracje to prosta droga do wypalenia.

#niepracujezadarmo bo chciałabym kiedyś zdobyć pewność siebie

Dla tych, którzy śledzą moje wpisy od dłuższego czasu nie będzie z pewnością zaskoczeniem fakt, że jeszcze brakuje mi trochę pewności siebie, chociaż bardzo się staram. Staram się lubić siebie, myśleć o sobie dobrze, może kiedyś uznać, że znam się na czymś wystarczająco. Uczę się i zdecydowanie pomaga mi w tym otrzymywane wynagrodzenie za moją prace. Jeżeli ktoś stwierdza, że warto zapłacić mi za to, co zrobiłam czy napisałam, to znaczy, że chyba nie jest tak najgorzej. Jeżeli dostaje płatne zlecenia, to chyba ktoś docenia to, co robię i jak to robię. Tak, to, że są firmy, które robią mi przelew za wykonaną pracę pomaga mi walczyć ze swoimi kompleksami i patrzeć na siebie przychylnym okiem. Bo może jednak nie jest tak, że do niczego się nie nadaję…

#niepracujezadarmo bo barter jest fajny, ale nie mogę opłacić nim rehabilitacji i leków mojego synka

Czy jest produkt, który mogłabym reklamować za darmo? Tak. KAWA 😀 Jeżeli to czytasz i jesteś właścicielem palarni lub sklepu z kawą, zapraszam – ty dostarczasz mi kawę, ja robię zdjęcia z lokowaniem produktu hehe

Niestety, wszystkie znane mi ośrodki rehabilitacyjne oraz apteki sprzedające drogie leki ratujące życie mojego dziecka nie chcą skubane rozliczać się w barterze. Nie wiem, może nie jestem rekinem „markietingu” i coś źle robię, ale muszę im płacić pieniędzmi. Nawet kawą nie opłacę rachunków.

#niepracujezadarmo bo bardzo dużo pracuję za darmo

Jestem typem społecznika i pomimo wszystko są projekty, za które nigdy w życiu nie wzięłabym wynagrodzenia! To te wszystkie akcje charytatywne, spotkania dla rodziców wcześniaków, ta walka o lepsze warunki życia dla najmłodszych (np. starania o rozszerzenie profilaktyki RSV czy debaty nad standardami okołoporodowymi). Większość spotkań i konferencji, o których możecie przeczytać na moich profilach społecznościach to nieodpłatne współprace. To moje świadome wybory i uważam, że akurat w tym przypadku jest to uzasadnione.

Nie znajdziecie też u mnie wpisów komercyjnych, praktycznie w ogóle nie reklamuje nic na swoim Instagramie (ale pamiętajcie, dobrą kawę mogę reklamować nawet za barter 😉 ) Poruszam tak trudne tematy, że nie widzę przestrzeni na współpracę z firmami. No bo jak jednego dnia rozmawiać z wami o transplantologii dziecięcej, a drugiego dnia reklamować dzbanek na wodę? Pewnie by się dało, bo nie widzę niczego złego w tym, że blogerzy robią rozsądne wpisy reklamowe, ale nie wiem, czy sama bym potrafiła.

Pisanie i wydawanie książek w takiej niszy, jaką zajmuję się ja, też nie jest zbyt dochodowe. Wy widzicie cenę książki – ja widzę cenę dojazdu niekiedy na drugi koniec Polski, żeby porozmawiać z bohaterem; opłatę za edycję i korektę; za grafikę; za przygotowanie, skład i druk; opłatę za przechowywanie i sprzedaż; kwotę na podatki i, o czym często się zapomina, widzę czas i ciężką pracę. Jedna książka to kilka miesięcy spania po 2-3 godziny, bo przecież „obrabiam” książki po nocach a rano muszę wstać do dzieci. To głowa pełna traumatycznych historii… O najmniejszych wcześniaczkach, o ich ciężkiej niepełnosprawności. O dzieciach, które umierały na rękach swoich rodziców. O dzieciach, które spędzają dzieciństwo czekając na przeszczep przykute do łóżek i podłączone do mnóstwa kabelków. O kobietach, których mężowie wyszli z domu i już nigdy do niego nie wrócili, osierocając swoje dzieci. O dorosłych mężczyznach, którzy płaczą na wspomnienie samobójstwa swojej matki. Takich opowieści mam w głowie mnóstwo, one zastają i nie można zapomnieć o nich na zawołanie. Żeby nie zwariować od nadmiaru ludzkiego cierpienia, trzeba czasem wyjechać, zrelaksować się, odpocząć, zając myśli innymi sprawami. Każdy znajduje sposób, który mu pomaga. Może joga? Świetny pomysł, ale to kosztuje. Może spontaniczny city break? Uwielbiam, ale na to też trzeba mieć fundusze. Wersja ekonomiczna – spacer po lesie. Cudnie! Tylko czy w pogoni za pieniędzmi na rachunki, na bieżące opłaty itd. będziecie mnie stać na wygospodarowanie dwóch godzin na spacer, kiedy w tym czasie mogę pracować i zarobić na jedną godzinę rehabilitacji dla dziecka? Zaprawdę powiadam wam – nikt nie proponuje społecznikom darmowego odpoczynku, tylko dlatego, że robią coś dla innych. Ale i aktywiści nie zabiegają o takie przywileje i działają w wolontariatach, bo takie mają usposobienie.

Dlatego żeby charytatywnie działać dla dobra innych, sama muszę mieć zapewniony dobrostan i zaspokojone potrzeby chociażby w minimalnym zakresie. Żebym spokojnie mogła działać pro bono, a nie martwic się, że nie będę miała za co wykupić leków dla dziecka.

#niepracujezadarmo i ogromnie mi zależy, żebyście nie tylko zrozumieli moje intencje, ale żebyście także i wy zastanowili się, czy zawsze otrzymujecie zapłatę za waszą pracę.

Za wykonaną pracę należy się zapłata. Koniec, kropka.
Nie ma nic złego w pomaganiu, ale znajdźmy zdrowe proporcje miedzy pracą za darmo a odpłatną.
Szanujmy siebie i swój czas, nie dawajmy się wykorzystywać.
Dbajmy o relację z naszymi dziećmi i bliskimi, nie bierzmy na siebie zbyt dużo obowiązków, za które nie dostaniemy wynagrodzenia.
Pamiętajmy, że zapłata za pracę to nie zawsze fizyczne pieniądze – współpraca barterowa może być równie opłacalna, np. może być to promocja, dzięki której dostajemy inną intratną propozycję. Albo comiesięczna dostawa świeżej, aromatycznej kawy w zamian za polecanie jej na kanałach społecznościowych 😉

To co, napijemy się kawy i porozmawiamy o darmowej pracy?
Spotkało was kiedykolwiek sytuacja, że ktoś nie chciał zapłacić wam za wykonaną pracę?
A może potencjalny pracodawca zdziwił się, że w ogóle chcecie rozmawiać o pieniądzach?

 

Share Tweet Pin It +1
Poprzedni Wpiskosmetyki Mokosh - moje hity!