Piszę

REM

REM – czwarta faza snu, w której występuje wysoka aktywność mózgu, wzrasta częstość skurczów serca, oddech jest nieregularny, pojawiają się marzenia senne. Taki sen rozegrał się wczoraj na deskach Teatru Wielkiego – Opery Narodowej.

Niesamowite przeżycie.
Poczułam fazę REM każdym kawałkiem ciała.
Śnię.

REM to interdyscyplinarny projekt w reżyserii Piotra Hulla. Spektakl łączy w sobie teatr z choreografią baletową,  muzyką i wideo.

Sen i śmierć.
Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość.
Początek i koniec.

Ciężko opisać słowem to, co wydarzyło się na scenie. Trzeba to przeżyć, zobaczyć, poczuć i usłyszeć. Usłyszeć, bo słowo jest tu równie ważne.

Trzy.
Leżałem obok.
Dwa.
W śnie.
Jeden.
Czwarta część nocy.

Oglądałam spektakl Piotra jak sen… Sen piękny, sen chwilami niepokojący – to wrażenie dopełniała choreografia i kostiumy. Kokony z zamkniętymi w nich ciałami. Obłędny wybieg (przywodzący na myśl pokazy McQueen’a) baleriny w rolach modelek. Na pointach, w paczkach i w koronkowym body z woalką na pół twarzy – niezmierne piękno acz groteskowe.

Muzyka.
Światło.

Dopełnienie.
Jak śnienie.

Po spektaklu rozmawiam chwilę z innymi widzami. Zachwyt, wzruszenie, hipnoza. ” Jestem pod wrażeniem. I pod wrażeniem, jak piękne jest ludzkie ciało” – mówi jedna z kobiet. Bo ciało, to symbolizujące początek a i to chylące się ku końcowi jest ukazane u Hulla w wyborny sposób.

Ciało.
Brak ciała.

REM. Oniryczna opowieść. Będą ją śnić jeszcze przez wiele nocy.

 

***

REM

www.rem2017.pl

 

 

 

 

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

beaux-arts

Dodano Maj 6, 2017

Poprzedni Wpisbeaux-arts
Następny WpisCzytam o... RODZICIELSTWIE