Macierzyństwo

Wiktor 27tc ● fragmenty książki ZA WCZEŚNIE

Fragmenty książki „Za wcześnie. Rozmowy z rodzicami wcześniaków urodzonych w 23-29 tygodniu ciąży”

autor: Marta Spyrczak Warszawa 2018

foto na okładce: Mikołaj Sokołowski

••

WIKTOR, 27tc

Małgorzata: Wiktor urodził się kilka dni po 27 tygodniu ciąży. Był duży jak na swój wiek ciążowy, ważył dokładnie 1360 gramów.

Pierwszy inkubator Wiktora to była ogromna maszyna podtrzymująca życie. Syn był niezdolny do samodzielnego oddychania. Wokół niego zgromadzone były różne sprzęty, o których przeznaczeniu nie miałam wtedy pojęcia. Wiktorek był naświetlany, miał silną żółtaczkę. Jedną rączkę miał w bandażu, było podejrzenie złamania. Główkę całą siną, po kilku wylewach, oczka zakryte, chronione przed lampami. Ciałko pokłute wenflonami. Wyglądał źle, a ja przeżywałam skrajne emocje. Ogromne szczęście, bo zdawałam sobie sprawę, że to, że żyje, po tak trudnym porodzie, to jest już sukces i wielka zasługa lekarzy. Miłość i współczucie do małego syneczka, kruchego jak najdroższa porcelana. Tęsknotę i smutek, bo nie mogłam go dotknąć, nie wspominając o mitycznym kontakcie „skóra do skóry”. Lęk, choć paradoksalnie wtedy nie bałam się najgorszego, bardzo wierzyłam, że będzie żył. Oraz irracjonalne wyrzuty sumienia, że go w sobie nie zatrzymałam.

Myślę, że bardzo dobrze znam wyrzuty sumienia, o których mówisz. Czułaś się winna? Że to Ty, Twoje ciało zawiodło?

Małgorzata: Tak. Przede wszystkim czułam się winna, że to moje ciało, moja wredna macica wypuściła go na świat niezdolnego do samodzielnego życia. Ale również wyrzucałam sobie, że na pewno coś mi umknęło, że nie zauważyłam sygnałów płynących z mojego ciała. Tak nagły poród, po tzw. książkowej ciąży, wydawał mi się niemożliwy. Było mi przykro i smutno, że nie wykonałam zadania powierzonego mi przez naturę. Że nie podołałam.

Małgosiu, a czy teraz, po tych kilku latach masz już świadomość tego, jak irracjonalne były to odczucia?

Małgorzata: Oczywiście. Poczucie irracjonalności miałam już wtedy, na samym początku. Cóż z tego, skoro emocje mówiły mi: jesteś matką, powinnaś chronić swoje dziecko, na pewno dało się coś zrobić, coś ci umknęło. Bardzo szybko dowiedziałam się, że przy niewydolności szyjki macicy dochodzi do nagłych porodów, do poronień w późnej ciąży, szczególnie przy pierwszym dziecku. Rozum mówił: to nie była twoja wina. Emocje go nie słuchały. Poczucie winy minęło już jakiś czas temu, jednak trochę wody w Wiśle musiało upłynąć. Wytłumaczyłam sobie, że utrata cennej energii na bezcelowe poczucie winy nie pomoże mojemu synowi.

A co pomogło Ci to zrozumieć? Wytłumaczyć sobie? Tak sobie myślę, że wiele kobiet ma to okropne poczucie winy jeszcze przez wiele, wiele lat po porodzie. Często zastanawiam się, co może im pomóc pozbyć się go.

Małgorzata: Przyznaję, że bardzo pomógł mi Wiktor i jego kondycja. W tej chwili jego rozwój psychofizyczny jest znakomity. Wiem jednak, że nie każdy wcześniak rozwija się tak dobrze, a poczucie winy — równie irracjonalne jak moje — przygniata matki. Myślę, że to moje zaufanie rozumowi, tłumaczenie sobie, powtarzanie: to nie była twoja wina, bardzo pomogło. Dobrze to usłyszeć powiedziane na głos: przez bliskich, psychoterapeutę, terapeutę dziecka. Wyjść od rozumu do emocji, od zachowań do uczuć. To w moim przypadku zdało egzamin.

Niepokój o dziecko zostanie z nami chyba na zawsze. Z nami, czyli rodzicami — bez względu na stan zdrowia dziecka, czy jego wiek. Wiktorek rozwija się świetnie, jest zdrowym, mądrym chłopcem. Skrajne wcześniactwo nie pozostawiło piętna niepełnosprawności. Mówisz, że na co dzień nie myślisz o jego wcześniactwie. Czy w takim razie można powiedzieć, że jesteś pogodzona z tym, co Was spotkało? Że po tych kilku latach przyszedł czas akceptacji?

Małgorzata: Wiesz, ja od razu zaakceptowałam wcześniactwo Wiktora. Nie było u mnie momentu „dlaczego ja”. Jak tylko przeszło mi przez myśl, że jest bardzo źle, jeszcze w domu, przed wyjazdem do szpitala, gdy miałam skurcze, jednocześnie pomyślałam: „a dlaczego nie ja”. Nie znam nikogo, kto by potrzebował uzasadnienia dla szczęścia, które go spotkało. Dlaczego w takim razie kwestionować nieszczęście? Jeśli wiedzie się z grubsza szczęśliwe życie, czasem musi być pod górkę. U mnie tą stromą wspinaczką były narodziny Wiktorka, najbardziej dramatyczny dzień mojego życia. Myślę, że paradoksalnie jego zły stan od razu po narodzinach przyczynił się do tego, że każda kolejna niedogodność była łatwiejsza do przetrwania. Skoro doświadczyliśmy cudu i Wiktor przeżył, mimo bardzo złych prognoz na początku, nic innego nie było w stanie nas złamać. Myślę, że jego siła dodawała nam sił, jego witalność zagrzewała nas do walki. Zatem akceptuję jego wcześniactwo w pełni. Pozwala mi patrzeć na macierzyństwo z innej perspektywy i na co dzień przydaje się, by odróżnić prawdziwe problemy od tych nieistotnych.

……

Książkę „Za wcześnie” można kupić tutaj ⇒ KLIK

Share Tweet Pin It +1

Zobacz Również

ZA WCZEŚNIE część 1 i 2 – zestaw

Dodano Grudzień 12, 2018

Poprzedni WpisMleko z orzechów laskowych
Następny WpisZA WCZEŚNIE. Rozmowy z rodzicami wcześniaków urodzonych w 30-36 tc